10.11.16

TOP 5 - moje ulubione pomadki

Kiedyś traktowałam makijaż ust po macoszemu. Miałam dwie, trzy pomadki i to mi starczało. Przełom nastąpił wraz z erą matowych szminek.
Tak, jestem pomadkoholiczką. Nie przejdę obojętnie obok nowości. Dziś pokażę 5 moich ulubionych pomadek. Nie będzie tu szaleństwa kolorów, wybrałam te, które noszę najczęściej. Dzienne, uniwersalne kolory, które bardzo lubię. Zapraszam do dalszej części.
Zacznę od najstarszej pomadki w tym zestawieniu. Blush nude marki Avon to przygaszony róż z beżowymi tonami, a może beż z różem?:) W sztyfcie wygląda inaczej niż na ustach. Sugerując się właśnie sztyftem w życiu nie zwróciłabym uwagi na ten kolor. Unikam odcieni typu "mauve".Na ustach prezentuje się bardzo dziewczęco. Formuła jest nawilżająca i kremowa, jednak trwałość nie najlepsza. Mimo to, bardzo lubię tę pomadkę, kolor jest niezobowiązujący, pasuje mi niemal do wszystkiego. Dobrze wygląda do mocniejszego oka i make up no make up. Dobrze się w nim czuję.
Opakowanie jest proste i eleganckie. Posiada okienko, przez które widać kolor. Pomadka przyjemnie i delikatnie pachnie. Często można ją kupić w promocji za kilkanaście złotych.
Moją najnowszą "zdobyczą" jest zakupiona na Rossmanowej promocji matowa pomadka Maybelline w kolorze 940 Rose Rush. To róż z domieszką fioletu.
Trwałość nieco lepsza - około 3,4 godzin. W tym przypadku kolor jest bardziej wyrazisty. Aplikacja przyjemna, pomadka słodko pachnie. Formuła jest komfortowa dla ust. Rozprowadza się równo i pokrywa usta kremową warstwą.Nie zauważyłam wysuszania. Co do matu na ustach. Okazuje się, że mat matu nierówny. Za komfortowe uczucie na ustach i kolor - bardzo lubię. Ponadto stosunek ceny do jakości - na plus.
Golden Rose Longstay Liquid Matte to tegoroczny hit blogosfery. Przyznam, że gdyby nie blogi, w życiu nie zwróciłabym uwagi na kolor 03, sugerując się tym co widzę w opakowaniu. Miałam go za brudny ciemny róż. Tymczasem gagatek okazał się pięknym fiołkowym odcieniem. Uważam, ze to produkt bez wad. Można brać w ciemno, jeśli jeszcze ktokolwiek się zastanawia:) Mam tu na myśli ten konkretny kolor, ponieważ inny kolor który posiadam, ogromnie mnie rozczarował jakościowo.

Pomadki Bourjois Edition Velvet to moje hity od lat. To były moje pierwsze matowe pomadki. Kiedy je kupiłam nastąpił przełom w moim makijażu ust - wtedy odważyłam się na "mocniejsze" usta. Posiadam niemal wszystkie odcienie, jednak moimi ulubionymi są dwa. Jednym z nich jest kolor 10 o nazwie Don't pink of it.
Trwałość jest nie do zdarcia. Komfort na ustach jest nie do opisania. Aksamitna lekkość koloru - tak mogłabym to uczucie opisać. Doskonale sprawdzają się te pomadki w sytuacjach, kiedy mamy ważne wyjście. Nie trzeba co chwilę zerkać w lusterko z obawą o ewentualne niedociągnięcia.
Zdjęcie niestety nie oddaje koloru - w rzeczywistości jest to zgaszony dzienny róż.
Na koniec zostawiłam sobie mój ulubiony odcień wśród gamy Rouge Edition Velvet, jak również spośród wszystkich moich pomadek. Jest nim 02 Frambourjois. Jest to malinowa czerwień lub konfrontacja czerwieni z różem. Dobry odcień dla tych, którzy chcą mieć na ustach coś wyrazistego, ale nie tak dosłownego jak czerwień. Nie do końca czuję się w czerwonej pomadce, a ten kolor podkręca cały makijaż. Przyznam, że zakupiłam go z myślą o pewnej rodzinnej uroczystości i wtedy nastąpił debiut tego koloru. Miło się zaskoczyłam, spoglądając po kilku ładnych godzinach w lusterko. Pomadka nie wymagała poprawek. 02 Frambourjois to mój hit i pewniak od lat.
Na koniec przedstawię swatche wszystkich odcieni:
od lewej: Maybelline 940, Avon Nude Blush, Bourjois 10, Bourjois 02, Golden Rose 03


Tak prezentują się moje ulubione pomadki. Jestem niezmiernie ciekawa Waszych hitów w tej kwestii:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP