19.2.17

MAC Petal Power

Mam słabość do kosmetyków wypiekanych. Moja ostatnia wizyta w salonie MAC zaowocowała kupnem różu mineralnego w kolorze Petal Power. Co prawda miałam w zamiarze kupić inny róż - Springsheen, jednak konsultantka odradziła mi go, mówiąc, że na mojej cerze może wyglądać zbyt pomarańczowo. W zamian pokazała kosmetyk z całkiem innej bajki kolorystycznej - wypiekany Petal Power.
Nie trzeba mnie było długo zachęcać. Jako fanka wszelkiego błysku na policzkach - uległam.Kolor mnie zachwycił od pierwszego wejrzenia:)
Kolor opisałabym jako średni róż ze złotym połyskiem. Dodaje twarzy blasku i promienności. Młodszym cerom doda zalotności, nieco starsze ożywi i doda młodzieńczości. Sprawdzone!
Aplikacja jest łatwa, formuła jakby "masełkowata", co mnie pozytywnie zaskoczyło, bo przykładowo inny kolor tej serii - Warm soul - zdaje się wręcz suchy, kiepsko napigmentowany.
Kolejnym plusem kosmetyku jest trwałość. To jeden z dwóch znanych mi róży, który charakteryzuje się całodniową trwałością.
Duża wydajność sprawia, ze cena 115 zł za 3,2g kosmetyku staje się do przełknięcia.
Czy ten róż ma wady? Oprócz lekkiego pylenia się podczas nabierania na pędzel - nie zauważyłam.
Piękny kolor, bezproblemowa aplikacja, trwałość i wydajność sprawiają, że Petal Power firmy MAC znalazł się w ścisłym gronie moich ulubieńców.
Chętnie poczytam, jakie kolory polecacie. Z serii wypiekańców kusi mnie jeszcze New Romance:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP