12.3.17

Dwa kosmetyki, które kupuję od lat

Uwielbiam wszelkie nowości kosmetyczne. Istnieją jednak takie kosmetyki, bez których nie wyobrażam sobie mojego makijażu. To te z cyklu: kończy się i biegnę po nowe. Będzie to podkład i tusz do rzęs.
Mimo przetestowanych wielu podkładów zawsze wracam do tego jednego. Od lat kosmetykiem, który zawsze musi być na mojej toaletce, jest Estee Lauder Double Wear. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy go lubi. Dla mnie jest to numer 1 w swojej kategorii. Absolutnie nigdy mnie nie zawiódł. To był mój pierwszy wysokopółkowy podkład. Możecie sobie wyobrazić mój zachwyt, kiedy z Rimmel Stay Matte "przesiadłam się" na Double Wear
Moja znajomość z tym podkładem zaczęła się wraz z rozpoczęciem mojej "kariery" zawodowej. Musiałam dobrze się prezentować, a wcześniejsze podkłady niekoniecznie wyglądały na mojej twarzy dobrze przez 8h. Zaczęłam szukać czegoś długotrwałego i matującego - to były moje priorytety. Double Wear spełnia te oczekiwania. Wiele osób narzeka na uczucie ciężkości na twarzy, przesuszanie i możliwość zrobienia sobie maski. Ja tego nie zauważyłam. Stresujące dni w pracy, ślub, ważne spotkanie - w każdych warunkach podkład sprawdził się znakomicie. Co mnie jeszcze przekonało do zakupu? Otóż, kiedyś w prasie kobiecej przeczytałam, ze podkład ten testowano w wysokiej wilgotności. Chwyt marketingowy? Może. Tak czy tak, używam go od lat i bardzo sobie chwalę.
Odcień 1n2 Ecru służy mi w chłodniejszych miesiącach, natomiast gdy słońce nieco zagości na mej twarzy, przesiadam się na 2n1 Desert Beige.

Drugim kosmetykiem, który jest moim ulubieńcem kupowanym odkąd tylko pojawił się na rynku jest tusz. Niepozorny Lash Sensational Maybelline za kwotę 16 zł w drogerii internetowej zapewnia moim rzęsom piękne wachlarze.
Nie ma co się wiele rozpisywać. Dla mnie to tusz, który zawsze muszę mieć. Jest świetny, mocno podkreśla spojrzenie. Zaznaczam, że jestem fanką efektu sztucznych rzęs. Ten jest tuż tuż:) Ważna dla mnie jest także jego trwałość, nie osypuje się, nie robi pandy. Po nieudanych przygodach z tuszami Lancome, po których spodziewałam się cudów, znalazłam swój ideał wśród asortymentu Maybelline.Moje rzęsy są niepozorne, a ten gagatek robi  z nich pogrubione, rozczesane, widoczne firanki. Bardzo polecam. Do tego silikonowa szczoteczka - wolę je od tradycyjnych. 

Jestem bardzo ciekawa kosmetyków, które kupujecie od lat, chętnie poczytam, żeby zaczerpnąć inspiracji ( ekhm, ekhm czyt: zdobyć) :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP